NA TARGOWISKU DYNASTII

 

W XIV wieku na tronie polskim zasiadali królowie wywodzący się aż z czterech dynastii: czeskich Przemyślidów, polskich Piastów, francusko-węgierskich Andegawenów i litewskich Jagiellonów. Zadecydowało o tym przede wszystkim narastające przekonanie, że państwo polskie nie jest nieodwracalnie związane z dynastią, lecz jest dobrem szlacheckim i szlachta odpowiada za jego polityczną konstrukcję.

Panowanie Przemyślidów stanowiło wprawdzie krótki, ale godny odnotowania epizod w historii Polski.

Po skrytobójczej śmierci Przemysła II wielkopolskiego w 1296 roku król czeski Wacław II, pokonawszy swoich piastowskich przeciwników, koronował się w 1300 roku na polskiego monarchę. Dla legitymizacji tego faktu powoływał się na swoje koligacje rodzinne. Był on bowiem siostrzeńcem żony Leszka Czarnego, szwagrem Bolesława mazowieckiego, a ponadto poślubił córkę Przemysła II Ryksę. Zawarł także kontrakt ślubny z najstarszym Piastem z pierworodnej linii dynastycznej - Bolesławem III Rozrzutnym, oddając mu za żonę własną córkę Małgorzatę.

Wszystkie te argumenty, zbierane z podziwu godną dokładnością, nie upoważniały oczywiście Wacława do dziedziczenia korony polskiej, ale głos decydujący miała w tym wypadku szlachta małopolska. To za jej przyzwoleniem zasiadł on na wawelskim tronie.

Nowy monarcha był synem Przemysła Ottokara II i Kunegundy z Rurykowiczów, która do kobiet cnotliwych nie należała i ojcostwo Przemysła stanąć mogło pod znakiem zapytania. Kunegunda żyła oficjalnie z czeskim wielmożą Zawiszą z Falkensteinu, któremu urodziła także syna. Po śmierci Przemysła Zawisza stał się nie koronowanym władcą Czech, aż do czasu, kiedy to na rozkaz Wacława odrąbano mu głowę zaostrzoną deską.

Rozwiązłe życie matki nie pozostało bez wpływu na jej syna, gdyż po śmierci swojej pierwszej żony Guty z Habsburgów począł prowadzić niezwykle rozpustny tryb życia. Człowiek słabego zdrowia, bał się jednak panicznie śmierci i z objęć kochanek podążał prosto do klasztornej celi, w której biczował się, leżał krzyżem i szeptał modlitwy. Zmarł młodo mając zaledwie trzydzieści cztery lata.

Jego syn Wacław III, zrodzony z Habsburżanki, był także młodzieńcem nie uznającym przykazań boskich. Hołdował nader swawolnym obyczajom, a codzienne pijatyki kończyły się zwykle wyprawami do miasta i polowaniem na dziewczęta. Pragnął podkreślić swoje prawa do korony polskiej, więc ożenił się z Piastówną Wiolą Elżbietą, córką Mieszka oświęcimskiego, ale mimo to tronu objąć nie zdołał. Zginął zasztyletowany w Ołomuńcu, w wieku zaledwie siedemnastu lat. Na nim skończył się czeski epizod w historii Polski i na nim wygasła dynastia Przemyślidów w swej pierworodnej linii.

Po koronę sięgnął książę brzesko-kujawski Władysław Łokietek. W myśl legitymizmu królewskiego jego prawa do tej korony nie były wcale większe niż czeskiego poprzednika. Prawnie tron Polski przysługiwał w tym czasie wspomnianemu już Bolesławowi III Rozrzutnemu. Wywodził się on w prostej linii od najstarszego syna Bolesława Krzywoustego - Władysława Wygnańca (w szóstym pokoleniu), był prawnukiem Henryka Pobożnego i Anny, córki Przemysła Ottokara II. Jego matką była Elżbieta wielkopolska, wnuczka króla Węgier Beli i Marii, córki cesarza Nicei Laskariosa. Żonaty był z Małgorzatą, córką Wacława II, poprzez którą spowinowacony był z królem rzymskim Albrechtem Habsburgiem, królem Czech Janem Luksemburczykiem i z ruską dynastią Rurykowiczów. Rodzinne parantele godne były zatem pozazdroszczenia.

    Bolesław używał wprawdzie tytułu "dziedzic królestwa polskiego", ale nigdy po to królestwo nie sięgnął. Zmarł na zamku brzeskim z przejedzenia, jako całkowicie zrujnowany utracjusz, wyklęty przez papieża Benedykta XIII. Dziwnym trafem skoligacony on był bardzo blisko z przedsiębiorczym Łokietkiem, ponieważ matka Bolesława i żona Łokietka były rodzonymi siostrami.

    Po Łokietku koronę odziedziczył jego syn Kazimierz Wielki, którego śmierć bez męskiego sukcesora doprowadzić miała do kolejnej zmiany dynastii. Zmiana ta była jednakże pewnym nieporozumieniem, ponieważ w momencie śmierci Kazimierza żyło jeszcze dwudziestu pięciu książąt piastowskich z linii brzesko-legnickiej, głogowskiej, żagańskiej, oleśnickiej, ziębickiej, opolskiej, oświęcimskiej, cieszyńskiej, kujawskiej i mazowieckiej. Wszyscy oni, z wyjątkiem książąt mazowieckich, w myśl zasad dynastycznych mieli większe prawa do korony niż Władysław Łokietek i jego syn. Dziedzicem królestwa powinien był zostać wnuk Bolesława III Rupert legnicki, który dożył 1409 roku. Wtedy właśnie wymarła pierworodna linia piastowska, gdyż żona Ruperta i wdowa po Kazimierzu Wielkim - Jadwiga - urodziła mu jedynie dwie córki, z których starsza poślubiła Rudolfa III, elektora saskiego, a młodsza wstąpiła do wrocławskiego klasztoru.

Trwające sześćdziesiąt lat panowanie Łokietka i Kazimierza Wielkiego wytworzyło jednak w społeczeństwie polskim przekonanie, iż to linia kujawska jest prawowitym sukcesorem korony. Kazimierz umierał bez legalnego męskiego potomka, chociaż pozostawił po sobie co najmniej czterech synów nieślubnych. Dwie żony urodziły mu cztery córki, ale prawo polskie nie przewidywało dziedziczenia w linii żeńskiej. Najstarszą córkę wydano za mąż za Bogusława V pomorskiego. Urodziła ona syna Kazimierza zwanego później Kaźkiem słupskim, córkę Elżbietę, żonę cesarza Karola IV, i córkę Annę, żonę króla Anglii Ryszarda Plantageneta.

Drugą córkę królewską wyswatano za Ludwika Wittelsbacha, a trzecią za znanego z okrucieństwa hrabiego cylejskiego Wilhelma. Wnuczka Kazimierza, zrodzona w tym małżeństwie, została później drugą żoną Władysława Jagiełły. Czwarta córka, najmłodsza, wyszła za mąż za jakiegoś bliżej nieznanego wielmożę z Bośni lub Chorwacji.

Kazimierz, jak widać, nie zdołał zabezpieczyć sukcesji swoim córkom, zdołał ją wszakże przekazać własnemu siostrzeńcowi, królowi Węgier Ludwikowi. Podpisywał z nim kilkakrotnie układy o dziedziczeniu, dostrzegłszy w nich doraźne korzyści polityczne. Układy te przewidywały jednak, iż w wypadku braku męskiego potomstwa u Andegaweńczyka korona powróci ponownie do Polski i przejmie ją usynowiony wnuk Kazimierza - Kaźko słupski. Ludwik przez siedemnaście lat małżeństwa był bezdzietny i wszystko zapowiadało, iż panowanie Andegawenów będzie jedynie kolejnym, niewiele znaczącym incydentem w historii Polski.

W tym miejscu rozpoczęły się jednak matactwa siostry Kazimierza i matki Ludwika - Elżbiety. Skłoniła ona papieża Urbana V do przyznania jej sukcesji po bracie. Sukcesja ta przechodziła na jej syna Ludwika i jego potomstwo. Było to o tyle istotne, iż Ludwikowi urodziła się właśnie córka Katarzyna.

Andegaweńczyk nie zasypiał gruszek w popiele, gdyż natychmiast po śmierci Kazimierza przybył do Krakowa i dokonał aktu koronacji. Księcia piastowskiego Władysława Opolczyka wyznaczył swoim namiestnikiem w Polsce i rozpoczął intensywne zabiegi dyplomatyczne zmierzające do unieważnienia zastrzeżeń w dawnych układach dynastycznych i przeniesienia praw dziedziczenia na swe żeńskie potomstwo. Cel ten został osiągnięty w 1374 roku, kiedy w Koszycach Andegaweńczyk uzyskał zgodę polskiej szlachty, udzielając jej w zamian poważnych przywilejów. Rzecz ciekawa, iż zgody takiej nie potrafił uzyskać poprzednik Ludwika - Kazimierz Wielki.

Sprawa sukcesji po Kazimierzu uległa jednak komplikacji, kiedy to o schedę upomniał się drobny książę piastowski z Gniewkowa - Władysław Biały. Z Kazimierzem łączyło go bliskie pokrewieństwo, ponieważ jego dziad Siemomysł był starszym bratem Władysława Łokietka. Jego matką była Konstancja, córka Henryka Pobożnego i Anny z czeskich Przemyślidów.
Prawa Siemomysła do tronu polskiego były zatem obiektywnie rzecz biorąc większe niż prawa młodszego Łokietka, którego matka Eufrozyna była córką Kazimierza opolskiego i bliżej nieznanej Bułgarki o imieniu Wiola. Los wszakże zrządził, iż to Łokietek zasiadł na tronie, a Siemomysł pozostał tylko protoplastą bocznej linii inowrocławsko-gniewkowskiej.

Syn Siemomysła Kazimierz III spierał się wprawdzie o spuściznę z królem Kazimierzem Wielkim, ale żadnej roli w polityce polskiej nie odegrał. Umierał jako drobny książę dzielnicowy, pozostawiając po sobie syna Władysława Białego i córkę Elżbietę.

Córkę tę wydano za bana Bośni Stefana. Z małżeństwa tego pochodziła także Elżbieta, uważana za jedną z najpiękniejszych kobiet swojej epoki. Poślubił ją król Węgier Ludwik i urodziła mu ona trzy córki, wśród których była Jadwiga, przyszła władczyni Polski.

Władysław Biały miał zatem szerokie koneksje rodzinne i kiedy po śmierci ojca objął swoje malutkie księstwo gniewkowskie, nie chciał podporządkować się władzy swego wuja Kazimierza Wielkiego i toczył z nim nieustanne spory.

W 1359 roku ożenił się z piękną księżniczką Elżbietą, córką Alberta strzeleckiego z Piastów opolskich i Agnieszki, księżniczki magdeburskiej. Było to małżeństwo zawarte z miłości, ponieważ kiedy po roku Elżbieta zmarła, nie pozostawiając mu potomka, Władysław sprzedał swoje księstwo Kazimierzowi i wzorem błędnych rycerzy wyruszył na poszukiwanie przygód. Był na Malcie i na Cyprze, dotarł do Ziemi Świętej, a następnie przez Francję i Niemcy pociągnął na dwór cesarski do Pragi. Nie zabawił tam jednak długo. Wstąpił do zakonu krzyżackiego i wziął udział w wyprawie na Litwę. Nawracanie pogan za pomocą miecza nie przypadło mu jednak do gustu, ponieważ opuścił Malbork i ruszył na dwór papieski do Awinionu. Przez dwa tygodnie obracał się w wesołym towarzystwie biskupów i kardynałów, aby potem, niespodziewanie dla wszystkich, wstąpić do surowego zakonu cystersów. Pomimo złożonych ślubów zakonnych po kilku miesiącach uciekł z klasztoru i przeniósł się do benedyktynów w Dijon. Został tam nawet diakonem.

Po śmierci Kazimierza, kiedy w Polsce nastąpiło bezkrólewie i wybuchły spory o dziedzictwo tronu, do Dijon przybyła delegacja Wielkopolan z propozycją, aby Władysław przyjął koronę. Książę natychmiast udał się do Awinionu, aby prosić papieża o dyspensę ze ślubów zakonnych. Zgody wszakże nie otrzymał, a papież zagroził mu nawet ekskomuniką. Nie zrażony tym Władysław samowolnie zrzucił habit i pojechał do Polski.

W Wielkopolsce przyjęto go nad wyraz serdecznie i w przeciągu jednego dnia bez żadnego oporu zajął Włocławek, Gniewków i Złotoryję. Na jego stronę przeszedł kanclerz królewski Janko z Czarnkowa, który usiłował nawet wykraść dla niego insygnia koronne z królewskiego grobu. Został za to uwięziony i pozbawiony stanowiska.

Przeciwko Władysławowi wyruszyła jednak ekspedycja kierowana przez starostę Sędziwoja z Szubina. Wyparty z Gniewkowa, schronił się książę w Złotoryi. Tam wsławił się bezprzykładnym okrucieństwem, jako że spalił żywcem dwóch mieszczan, których podejrzewał o zdradę. Raniony i pokonany, dostał się do niewoli Bartosza z Wiszemberga. Kiedy wykurował się z ran, Bartosz zaopatrzył go w pieniądze i wyprawił do Budy. Jechał tam chętnie, ponieważ jego siostrzenica została królową Węgier. Wyjednała mu ona przychylność królewską i Ludwik zgodził się odkupić od niego księstwo gniewkowskie, które Władysław sprzedał już raz Kazimierzowi. Książę nie przyjął ofiarowywanego mu opactwa benedyktyńskiego na Węgrzech i ponownie pociągnął do Krzyżaków. Po drodze zmienił jednak plany i przez Lubekę powrócił do swojego klasztoru w Dijon.

Po śmierci Ludwika Andegawena raz jeszcze postanowił podjąć próbę przejęcia korony polskiej, uzyskując tym razem poparcie papieża Klemensa VII.

Nie czuł się jednak zbyt dobrze i wyruszył dopiero w 1388 roku, kiedy to na tronie polskim zasiadł już Jagiełło. Zdołał dotrzeć jedynie do Strasburga, gdzie powaliła go śmiertelna choroba. Cały swój majątek oddał zakonnikom, prosząc, aby po jego śmierci corocznie odprawiali uroczyste egzekwie za jego duszę. Pochowano go w Dijon, a zwyczaj egzekwii przetrwał kilka stuleci. Zatarło się już wtedy imię księcia i nazywano go "błędnym królem Lancelotem".

Tymczasem w Polsce już od kilku lat trwały gorączkowe zabiegi mające potwierdzić prawo córek Ludwikowych do tronu polskiego. Najstarsza, Katarzyna, zmarła wprawdzie w dzieciństwie, ale Ludwikowi urodziły się dwie następne córki: Maria i Jadwiga. Usiłowano zatem uzyskać zgodę Polaków na sukcesję dla Marii, zaręczonej z Zygmuntem Luksemburczykiem, prawnukiem Kazimierza Wielkiego i siostrzeńcem Kaźka słupskiego. I znów przywileje dla szlachty wyjednały zgodę. Kiedy jednak po śmierci Ludwika Węgrzy, nie oglądając się na żadne układy, wybrali Marię swoją królową, do dyspozycji pozostała już tylko najmłodsza, Jadwiga - zaręczona z Wilhelmem Habsburgiem.

Na zjeździe szlachty polskiej w Sieradzu zaakceptowano kandydaturę Jadwigi, ale odrzucono kandydaturę jej przyszłego męża Wilhelma. Zgłoszona została propozycja, aby Jadwigę poślubił książę mazowiecki Siemowit IV, którego okrzyknięto nawet królem, chociaż arcybiskup wzbraniał się przed dokonaniem koronacji. Siemowit snuł nawet plany porwania i poślubienia Jadwigi, ale stojący przy królowej panowie małopolscy udaremnili tę próbę. Nie dopuszczono do dziewczyny także Wilhelma, który przybył do Krakowa, aby upomnieć się o swoje prawa małżeńskie. Na Wawelu rozgrywano w tym czasie wielką partię polityczną, w wyniku której na męża młodziutkiej Jadwigi wybrany został trzykrotnie od niej starszy wielki książę litewski Władysław Jagiełło. Potem sprawy potoczyły się już błyskawicznie. 12 lutego 1386 roku Jagiełło przybył do Krakowa, 15 lutego przyjął chrzest, 18 lutego zawarł związek małżeński z Jadwigą, a 4 marca został koronowany na króla polskiego. W ten sposób, po kolejnym epizodzie andegaweńskim, na tronie wawelskim zasiadła już czwarta w ciągu jednego stulecia dynastia. Panować ona miała przez następne dwa wieki.

Rok 1370, w którym umarł Kazimierz Wielki, uznaje się powszechnie za koniec dynastii piastowskiej. A przecież Piastowie przeżyli w Polsce nie tylko Jagiellonów, ale i Wazów. Ostatni Piast umierał w tym czasie, kiedy korona królewska spoczywała już na skroniach Jana III Sobieskiego. Rzecz ciekawa, iż najdłużej przetrwała pierworodna linia śląska, którą specyficzny splot wydarzeń odsunął od dziedziczenia.

 

Autor: Jerzy Jankowski