Maria Ludwika

Po śmierci pierwszej żony Cecylii Renaty, Władysław IV zaślubił „per procura” księżnę Marię Gonzagę de Nevers. „Córa Francji” miała już za sobą „pierwszą młodość”, ale wnosiła w posagu korzystne koligacje polityczne z wersalskim dworem, a nade wszystko znaczny majątek. Swaci zapewniali ją, że „królowanie w Polsce jest nader przyjemne” lecz trudno było przewidzieć, że lata jej panowania przypadną na jeden z najbardziej burzliwych okresów w dziejach Polski.
Ponad sto dni trwała podróż królowej z Paryża do Warszawy. Karety, powozy i jeźdźcy w długim orszaku przebijali się przez nizinne Niemcy, omijając rejony objęte jeszcze wojną. Rzeczpospolita przygotowała Ludwice Marii wspaniałe powitanie. Żadna królowa przed nią takiego nie miała. Szczególnym przepychem, wystawnością i bogatym programem artystycznym witał ją Gdańsk, gdzie w Zapusty odbyć się miały właściwe zaślubiny królewskie.

  Niestety oblubieńca zabrakło. Powalony atakiem podagry czy kamicy nie mógł opuścić zamku warszawskiego. Pierwsze spotkanie małżonków nastąpiło dopiero w kolegiacie św. Jana w Warszawie. Powitanie połączone było z kościelnym błogosławieństwem. Król cierpko przyjął nową żonę, która nie przypadła mu do gustu i nie pozyskała nigdy jego serca. Wysiłek kucharzy zamkowych, by ucztą weselną olśnić gości francuskich i dostojników kraju, nie został właściwie oceniony. Atmosfera bowiem była ciężka, zatruta humorami króla i załzawionymi oczyma „panny młodej”.
Ludwika Maria miłości nie oczekiwała. Wiedziała, że poślubia mężczyznę podstarzałego i schorowanego. Jeszcze we Francji, gdy ją przed tym związkiem ostrzegano, odpowiadała otwarcie, że poślubia nie króla, ale jego koronę. Nie zaznała w swym życiu prawdziwej, odwzajemnionej miłości. Pierwsze zadurzenie w bracie francuskiego króla, który również zakochał się w młodej panience, skończyła się uwięzieniem jej w wieży zamku w Vincennes. Jako już dojrzałą i samodzielną księżnę oczarował ją piękny i zawadiacki koniuszy królewski, markiz de Cinq Mars. Odważył się spiskować przeciw despotycznemu kardynałowi Richelieu i zapłacił za to głową. Skompromitowana księżna szukać musiała azylu w klasztorze poza Paryżem. Pożegnała się z miłością i myślała nawet o welonie zakonnym. Sukces królowania, spełnienia ambicji, wywyższenia ponad inne córy Francji, przyszło jej opłacić upokorzeniami i goryczą codziennego pożycia. Władysław IV wzdragał się przed wypełnieniem małżeńskich obowiązków. Potrzebna mu jednak była żona, zaś Francuzi z nią przybyli, stanowili pomost w jego politycznych poczynaniach. Szczególnie potrzebny był mu posag królowej i sumy przywiezione przez nią. Majątek swój we Francji miała dopiero spieniężyć. Ludwika Maria acz niechętnie, zgodziła się pożyczyć mężowi znaczną sumę, dla opłacenia zaciągów wojskowych na planowaną wojnę z Turcją.

dalej