Zamek w Gościszowie
(woj. dolnośląskie)
 
...Zamek w Gościszowie przez wieki miał dużo szczęścia do ludzi. Średniowieczna warownia była rozbudowywana przez kolejnych właścicieli, którzy zatrudniali najlepszych artystów, a sami wykazywali się wysoką kulturą i światłymi poglądami. Stworzyli przepiękny kompleks, na widok którego zapierało przyjezdnym dech w piersiach. Przez wieki nikt nie zniszczył tego dzieła, a kolejne pokolenia zostawiały po sobie ślad w zamkowych murach. Szczęśliwa karta odwróciła się w 1945 roku, kiedy niemiecki lotnik przypadkowo zbombardował zamek. Spłonęły dzieła sztuki, zawaliła się część murów, ale dopiero wtedy zaczęło się prawdziwe oblężenie, jakiego nigdy wcześniej nie było.  Na początku krótkotrwałe natarcie mongołów z czerwoną gwiazdą na czapce, a po nich zjawili się najeźdźcy z różnych stron kraju, w dużej części z bałkańskich wiosek. Zamieszkali we wsi, zajęli folwark i rozpoczęli atak na zamkowe mury. Na początek rozbili rzeźby, na których wyżyli się za lata okupacji. Rzymskie boginie z kamienia zastąpiły realnych hitlerowców i runęły do fosy potrzaskane młotami. Zbytek taki jak fontanna musiał zniknąć i tak się stało. Kuriozum należy nazwać fakt, że w czasach PRL-u takie zachowania nie były do końca mile widziane, a w obronie zamku stanęli naukowcy i częściowo władze, którzy dążyli do zabezpieczenia murów w formie trwałej ruiny. Najeźdźcy nie zamierzali odpuszczać, ale ich atak był chwilowo skazany na niepowodzenie. Drobnymi kroczkami starali się zdobyć co tylko możliwe. Z kościoła obok znikły w niewyjaśnionych okolicznościach płyty nagrobne Warnsdorffów, a na terenie folwarku stopniowo niszczono co tylko było możliwe. Budynki, które były pokryte dekoracją sgraffitową musiały przetrwać kulturę rolną wprowadzoną przez nowych władców, więc wiele z nich tego nie przeżyło. Część runęła, zamkowa oranżeria zamieniła się w chlewik i stodołę, a na paradnym dziedzińcu i w parku powstały nowe domy, których estetyka razi niemiłosiernie nawet jakby stały w szczerym polu, a nie obok pięknego renesansowego pałacu. Oblężony zamek trzymał się mocno przez lata, aż upadł PRL i wtedy można było ruszyć do definitywnego szturmu. Zaczęło się wykuwanie portali, opasek okiennych, wywieziono wszystko co dało się spieniężyć na kamieniarskich szrotach. Wydawało się, że to już koniec i nic więcej „hunowie” już nie zdołają wyciągnąć z tych murów. Niestety, oblężenie trwa nadal. Jest 2010 rok, a w Gościszowie bez zmian i chyba już nigdy się nic nie zmieni, aż w miejscu zamku nie pozostanie pusty plac.
 

Tekst oraz zdjęcia pochodzą ze strony:


 

Na stronie tej można też znaleźć więcej zdjęć (m. in. wizja autora strony co do wyglądu zamku po ewentualnej odbudowie) oraz informacje o historii i czasie teraźniejszym tej pięknej lecz zrujnowanej budowli.